Poniedziałek, 17 stycznia 2011
miał być lajt, wyszedł Rembertów :D
- DST 54.20km
- Czas 02:34
- VAVG 21.12km/h
- VMAX 46.87km/h
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
tak to jest - wrzuca się info na FB i od razu są chętni na jazdy! umówiłam się z Drexem na jakiś lajcik po wawie. kebab zaliczony, czas na spotkanie na metropolitanie.
stawili się jeszcze Oli, Czarny i Woydzio. jako jedyna przedstawicielka płci pięknej zostałam przegłosowana i ruszyliśmy do Rembertowa. tam słit focie i powrót.
no i każdy w swoją stronę do domu. jeszcze po drodze na skrzyżowaniu księcia janusza i górczewska mieliśmy wątpliwa przyjemność oglądać skutki wypadku - na szczęście nikomu nic się nie stało. kilka km zaliczone w doborowym towarzystwie!
moje uda!! ;-)
stawili się jeszcze Oli, Czarny i Woydzio. jako jedyna przedstawicielka płci pięknej zostałam przegłosowana i ruszyliśmy do Rembertowa. tam słit focie i powrót.
no i każdy w swoją stronę do domu. jeszcze po drodze na skrzyżowaniu księcia janusza i górczewska mieliśmy wątpliwa przyjemność oglądać skutki wypadku - na szczęście nikomu nic się nie stało. kilka km zaliczone w doborowym towarzystwie!
moje uda!! ;-)
WOŚP
- DST 37.36km
- Teren 1.00km
- VMAX 38.80km/h
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
czas jazdy: 2:29
jaki wyszczerz na twarzy jak tylko wsiadłam na rower!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
1. pojechałam sobie na żoliborz do mojego R. na całusa :D obrałam taktycznie złą drogę - wzdłuż prymasa, ściażka wraz z chodnikami to była jedna wielka kupa-lód-śnieg i woda, omijanie tych kup na czymś takim było straszne :/
2. pojechałam na zamkowy -> masa wośpowa ;-) niespełna 2-godzinny przejazd po centrum wawy z licytacją 10 szprychówek, drogo poszły :P
3. pojechałam pod maca na świetokrzyską - umówiona byłam z R., szybka kawa i focenie ;-) najpierw pałacu kultury z różnych miejsc, pod różnym kątem i w różnej scenerii a na koniec wośpowe "światełko do nieba" ;-)
Rafał mówił że na metro świętokrzyska były takie tłumy w metrze i w tramwajach, że poszedł z buta... i uchwycił takie coś ;]
a ja rowerkiem do domciu..... ;-)
jaki wyszczerz na twarzy jak tylko wsiadłam na rower!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
1. pojechałam sobie na żoliborz do mojego R. na całusa :D obrałam taktycznie złą drogę - wzdłuż prymasa, ściażka wraz z chodnikami to była jedna wielka kupa-lód-śnieg i woda, omijanie tych kup na czymś takim było straszne :/
2. pojechałam na zamkowy -> masa wośpowa ;-) niespełna 2-godzinny przejazd po centrum wawy z licytacją 10 szprychówek, drogo poszły :P
3. pojechałam pod maca na świetokrzyską - umówiona byłam z R., szybka kawa i focenie ;-) najpierw pałacu kultury z różnych miejsc, pod różnym kątem i w różnej scenerii a na koniec wośpowe "światełko do nieba" ;-)
Rafał mówił że na metro świętokrzyska były takie tłumy w metrze i w tramwajach, że poszedł z buta... i uchwycił takie coś ;]
a ja rowerkiem do domciu..... ;-)
Poniedziałek, 22 listopada 2010
chyba czas na zakończenie sezonu 2010....
- Aktywność Jazda na rowerze
.... przykre, ale pogoda i brak czasu temu sprzyjają :(
Niedziela, 31 października 2010
trasa s8! i spontaniczny rezerwat zaborów :-)
- DST 73.18km
- Teren 16.00km
- Czas 03:41
- VAVG 19.87km/h
- VMAX 38.15km/h
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
a więc... dzień się zaczął lajtowo pobudką niemalże skoro świt. byłam umówiona tak mniej więcej z Izą na rower, ale jeszcze wczoraj to nie było zbyt pewne. dziś przez tą poranną pobudkę i świecące słońce, aż grzechem byłoby nie wyjść na rower. namówiłam jeszcze Drexa na wspólne kręcenie. także o 10 z minutami ruszyliśmy spod ratusza na Bemowie.... kierunek - Księcia Janusza a tam schodzimy na trasę s8. dojechaliśmy, zleźliśmy, pofociliśmy i ruszyliśmy w kierunku Konotopy.
po drodze też focąc. ku naszemu zaskoczeniu, trasa s8 się kończy w polu. tam także, na jej końcu pogawędziliśmy dość sporo czasu z innym rowerzystą :-)
koniec trasy – i co teraz? Genialny mój plan – Rezerwat Zaborów. Tak jakoś otworzyło mi się mapę i tam wskazałam palcem. No więc jazda!
Z Konotopy do Pruszkowa, krótki postój w parku. Obczajanie mapy i obieramy kierunek na Otrębusy.
W Otrębusach na Kanie i na niebieski szlak w Rezerwacie Zaborów.
Długo tym szlakiem się nie cieszyliśmy, bo dość szybko go zgubiliśmy i jechaliśmy po swojemu.
Szlak się odnalazł, to i obraliśmy kierunek na Nadarzyn, Kajetany, Łazy i dalej niebieskim szlakiem z powrotem do Pruszkowa. Stamtąd przez Piastów, Ursus i Włochy do domuuu! :-) wycieczka bardzo udana, spontaniczna a niebieski szlak tak słabo oznakowany, że chyba z milion razy go gubiliśmy.
THE END. :-)
po drodze też focąc. ku naszemu zaskoczeniu, trasa s8 się kończy w polu. tam także, na jej końcu pogawędziliśmy dość sporo czasu z innym rowerzystą :-)
koniec trasy – i co teraz? Genialny mój plan – Rezerwat Zaborów. Tak jakoś otworzyło mi się mapę i tam wskazałam palcem. No więc jazda!
Z Konotopy do Pruszkowa, krótki postój w parku. Obczajanie mapy i obieramy kierunek na Otrębusy.
W Otrębusach na Kanie i na niebieski szlak w Rezerwacie Zaborów.
Długo tym szlakiem się nie cieszyliśmy, bo dość szybko go zgubiliśmy i jechaliśmy po swojemu.
Szlak się odnalazł, to i obraliśmy kierunek na Nadarzyn, Kajetany, Łazy i dalej niebieskim szlakiem z powrotem do Pruszkowa. Stamtąd przez Piastów, Ursus i Włochy do domuuu! :-) wycieczka bardzo udana, spontaniczna a niebieski szlak tak słabo oznakowany, że chyba z milion razy go gubiliśmy.
THE END. :-)
Sobota, 30 października 2010
trasa s8!
- DST 35.23km
- Teren 2.75km
- Czas 01:45
- VAVG 20.13km/h
- VMAX 44.51km/h
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
wyszłam z pracy i od razu myśl - ROWER! ale gdzie? a jakiś lasek może... no więc pojechałam do lasku za legie... ale jakoś to nie było to.
strasznie kusiła trasa s8 także wróciłam się na wiadukt na ksiecia janusza. a na tarsie jeździ się rowerkami, deskorolkami, spaceruje, bawi sie samochodami zdalnie sterowanymi a także bawi się podobnymi samolotami :D
luz.
spotkałam Arusa, co mi kilka fotek strzelił ;] pojechałam do powązek i stwierdziłam że zawracam trasą i jadę dopóki mój Rafał się nie odezwie, ze już wolny. także jechałam i jechałam, fotki pstrykałam.
po smsie od ukochanego powrót znów trasą na żoliborz.
zafundowaliśmy sobie spacer z popiełuszki, na cytadelę i dookoła cytadeli i z powrotem w stronę placu wilsona.
Rafał jak zwykle "ukradł" rower i się pobawił nim jak dziecko :D
Rafał jechał autobusem, ja rowerem i pod jego blokiem byłam pierwsza :D
stamtąd do domciu na zasłużony odpoczynek!
a dziś śpimy o godzinkę dłużej, jea!
strasznie kusiła trasa s8 także wróciłam się na wiadukt na ksiecia janusza. a na tarsie jeździ się rowerkami, deskorolkami, spaceruje, bawi sie samochodami zdalnie sterowanymi a także bawi się podobnymi samolotami :D
luz.
spotkałam Arusa, co mi kilka fotek strzelił ;] pojechałam do powązek i stwierdziłam że zawracam trasą i jadę dopóki mój Rafał się nie odezwie, ze już wolny. także jechałam i jechałam, fotki pstrykałam.
po smsie od ukochanego powrót znów trasą na żoliborz.
zafundowaliśmy sobie spacer z popiełuszki, na cytadelę i dookoła cytadeli i z powrotem w stronę placu wilsona.
Rafał jak zwykle "ukradł" rower i się pobawił nim jak dziecko :D
Rafał jechał autobusem, ja rowerem i pod jego blokiem byłam pierwsza :D
stamtąd do domciu na zasłużony odpoczynek!
a dziś śpimy o godzinkę dłużej, jea!
masa październikowa
- DST 49.70km
- VMAX 39.25km/h
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
czas jazdy: 3:40
masa październikowa - nudna była. strasznie. z Woydzime robiliśmy sobie pit stopy, żeby masę później gonić i trochę się rozjeździć, ale daleko nam nie uciekali :/
pod koniec też sie odłączyliśmy, bo jedyny kompresor w drodze p;od kolumnę był nie po drodze no i masę zgarnęliśmy przy pomniku kopernika :-)
AirZound siadał dość szybko, nie wiem co jest grane :/
nowe pedałki i bloki - NICE!
a po Masie na pocztę i na króciutki spacer z R. :*
masa październikowa - nudna była. strasznie. z Woydzime robiliśmy sobie pit stopy, żeby masę później gonić i trochę się rozjeździć, ale daleko nam nie uciekali :/
pod koniec też sie odłączyliśmy, bo jedyny kompresor w drodze p;od kolumnę był nie po drodze no i masę zgarnęliśmy przy pomniku kopernika :-)
AirZound siadał dość szybko, nie wiem co jest grane :/
nowe pedałki i bloki - NICE!
a po Masie na pocztę i na króciutki spacer z R. :*
Środa, 13 października 2010
z Marcinem do Maćka :-)
- DST 21.89km
- Czas 01:12
- VAVG 18.24km/h
- VMAX 33.48km/h
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
wpis później jak poziom wkurwienia minie.
p.s. wkurwienie nie minęło, ale wpis powstać musi.
a więc umówiłam się z Marcinem, żeby pojechać do Maćka vel Samolota na małe reperowanie Marcinowego speca (już mówiłam, powinna chyba taka kategoria powstać - do Samolota :D). wszystko pięknie ładnie, nawet z roboty się urwałam pół godz wcześniej, żeby zdążyć, bo ostatnimi czasy wiecznie się spóźniałam na umówione rowerowe spotkania... jechaliśmy sobie ścieżką rowerową na Wolskiej... stał sobie taki babsztyl na środku ścieżki i odpalał fajka. chciałam ją minąć z mojej prawej strony i wszystko byłoby pięknie, gdyby akurat w momencie jak ją mijałam, ona nie zrobiła jakiegoś dziwnego ruchu i nie wyciągnęła rak, przez co o nią zahaczyłam kierownicą. no i nie wiem jak leciałam, bo nie pamiętam, ale wylądowałam na dupie, plecach i głowie. dupa boli, plecy uratowane plecakiem w którym była kurtka, przez co było dość miękko (no i c**j, bo plecak przetarty i wygląda jakbym na nim po kostce trochę się sunęła), a głowa uratowana przez kask. centralnie potylicą grzmotnęłam w ziemię. byłam w szoku, to baby nie goniłam, podniosłam się od razu, ale nie mogłam się wyprostować, bo dupa z plecami od uderzenia bolały. baba zwiała. a ja mam już po tylnym błotniku, bo złamany, no i ten plecak jest z dziurą. i to chyba na tyle szkód. nic innego nie zauważyłam. kask cały, jestem w szoku :-)
potem pojechaliśmy do Maćka, speca podreperowaliśmy, reds'ów się napiliśmy, pośmialiśmy się a potem z Marcinem wróciliśmy do domu. oczywiście Marcin zapomniał jednego swojego klucza (bo Marcin ma 2 rowery, a 1 siodło, przez co musi je przekręcać) i właśnie ten klucz był mu bardzo potrzebny, przez co musieliśmy się wrócić.
the end.
jest dzień nstpęny, godzina 11:20, dupa boli jak cholera i szyja też. no ale mam nadzieję że szybko przejdzie :PP
p.s. wkurwienie nie minęło, ale wpis powstać musi.
a więc umówiłam się z Marcinem, żeby pojechać do Maćka vel Samolota na małe reperowanie Marcinowego speca (już mówiłam, powinna chyba taka kategoria powstać - do Samolota :D). wszystko pięknie ładnie, nawet z roboty się urwałam pół godz wcześniej, żeby zdążyć, bo ostatnimi czasy wiecznie się spóźniałam na umówione rowerowe spotkania... jechaliśmy sobie ścieżką rowerową na Wolskiej... stał sobie taki babsztyl na środku ścieżki i odpalał fajka. chciałam ją minąć z mojej prawej strony i wszystko byłoby pięknie, gdyby akurat w momencie jak ją mijałam, ona nie zrobiła jakiegoś dziwnego ruchu i nie wyciągnęła rak, przez co o nią zahaczyłam kierownicą. no i nie wiem jak leciałam, bo nie pamiętam, ale wylądowałam na dupie, plecach i głowie. dupa boli, plecy uratowane plecakiem w którym była kurtka, przez co było dość miękko (no i c**j, bo plecak przetarty i wygląda jakbym na nim po kostce trochę się sunęła), a głowa uratowana przez kask. centralnie potylicą grzmotnęłam w ziemię. byłam w szoku, to baby nie goniłam, podniosłam się od razu, ale nie mogłam się wyprostować, bo dupa z plecami od uderzenia bolały. baba zwiała. a ja mam już po tylnym błotniku, bo złamany, no i ten plecak jest z dziurą. i to chyba na tyle szkód. nic innego nie zauważyłam. kask cały, jestem w szoku :-)
potem pojechaliśmy do Maćka, speca podreperowaliśmy, reds'ów się napiliśmy, pośmialiśmy się a potem z Marcinem wróciliśmy do domu. oczywiście Marcin zapomniał jednego swojego klucza (bo Marcin ma 2 rowery, a 1 siodło, przez co musi je przekręcać) i właśnie ten klucz był mu bardzo potrzebny, przez co musieliśmy się wrócić.
the end.
jest dzień nstpęny, godzina 11:20, dupa boli jak cholera i szyja też. no ale mam nadzieję że szybko przejdzie :PP
Czwartek, 7 października 2010
fatuuuuuuuum
- DST 22.29km
- Czas 01:19
- VAVG 16.93km/h
- VMAX 31.79km/h
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
normalnie jakieś fatum.
umówiłam się z Dexem na jeżdżenie - podjechaliśmy pod krzyż standardowo. "szybki sprint" pod kfc, bo strasznie głodna byłam. Cygaro nas tam został i z ciekawości, że dalej coś pod krzyżem się dzieje - poszliśmy. Cygaro kulturalnie wyciągnął aparat i bez zbędnych słów, ruchów, czegokolwiek zaczął robić foty, to oczywiście rzucili się n Niego, bo nie jest żadnym reporterem, tylko osobą prywatną i oni sobie nie życzą robić im zdjęć :D no normalnie jakaś maskarada ;] bawiliśmy pod krzyżem jeszcze trochę z Drexem, bo dość miła atmosfera tam nas zastała - z ludźmi spotkanymi 2 dni wcześniej.



jednak, ze ubrani byliśmy na jazdę rowerem, a nie stanie, opuściliśmy najzabawniejsze miejsce w stolicy i pojechaliśmy na prostą - w celu zobaczenia jak idzie budowa DRUGIEJ, słownie DRUGIEJ nitki metra. a tam cisza i wielka dziura tylko ;-)

niestety w tym momencie zaczęły mnie łapać skurcze, tzn nie złapały, ale zaczynały - wystarczył jeden zbędny ruch napięcia mięśni w łydkach i gleba ze skurczem gwarantowana :/ także wdrapaliśmy sie na chodnik i ślamazarnym tempem na metro centrum udaliśmy się, bo umówiona byłam z moim R. spacer do maca na kawę i ślamazarnym tempem do domu...
umówiłam się z Dexem na jeżdżenie - podjechaliśmy pod krzyż standardowo. "szybki sprint" pod kfc, bo strasznie głodna byłam. Cygaro nas tam został i z ciekawości, że dalej coś pod krzyżem się dzieje - poszliśmy. Cygaro kulturalnie wyciągnął aparat i bez zbędnych słów, ruchów, czegokolwiek zaczął robić foty, to oczywiście rzucili się n Niego, bo nie jest żadnym reporterem, tylko osobą prywatną i oni sobie nie życzą robić im zdjęć :D no normalnie jakaś maskarada ;] bawiliśmy pod krzyżem jeszcze trochę z Drexem, bo dość miła atmosfera tam nas zastała - z ludźmi spotkanymi 2 dni wcześniej.



jednak, ze ubrani byliśmy na jazdę rowerem, a nie stanie, opuściliśmy najzabawniejsze miejsce w stolicy i pojechaliśmy na prostą - w celu zobaczenia jak idzie budowa DRUGIEJ, słownie DRUGIEJ nitki metra. a tam cisza i wielka dziura tylko ;-)

niestety w tym momencie zaczęły mnie łapać skurcze, tzn nie złapały, ale zaczynały - wystarczył jeden zbędny ruch napięcia mięśni w łydkach i gleba ze skurczem gwarantowana :/ także wdrapaliśmy sie na chodnik i ślamazarnym tempem na metro centrum udaliśmy się, bo umówiona byłam z moim R. spacer do maca na kawę i ślamazarnym tempem do domu...
Środa, 6 października 2010
wieczorne kręcenie...
- DST 29.64km
- Czas 01:34
- VAVG 18.92km/h
- VMAX 32.90km/h
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
nie chce mi się nic pisać, bo to był zły wieczór.
Wtorek, 5 października 2010
wieczorne kręcenie :)
- DST 29.12km
- Czas 01:32
- VAVG 18.99km/h
- VMAX 34.39km/h
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
umówiłam sie z Drexem na 20 na metro - oczywiście się spóźniłam, ale tak to jest jak się później wyjdzie z pracy, a w garażu zbije coś szklanego i trzeba posprzątać, coby rowerkiem nie wjechać :P
spod metro - kierunek krzyż! no bez jaj, oni tam wciąż stoją, modlą się i śpiewają! szatani!
potem na starówkę i w jej okolicach i do parku przy alejach ujazdowskich :)
ponieważ na 22 byłam umówiona z Rafałem w macu na okopowej, także też sie tam udałam - miało być planowanie ew wyjazdu na weekend do mastricht, a Rafał wpadł na genialny pomysł zaplanowania tygodnia po świętach z sylwestrem w Zakopcu :-) ach te Moje Kochanie! :*
i wcale na rower nie jest za zimno, min wręcz jest za ciepło :D
spod metro - kierunek krzyż! no bez jaj, oni tam wciąż stoją, modlą się i śpiewają! szatani!
potem na starówkę i w jej okolicach i do parku przy alejach ujazdowskich :)
ponieważ na 22 byłam umówiona z Rafałem w macu na okopowej, także też sie tam udałam - miało być planowanie ew wyjazdu na weekend do mastricht, a Rafał wpadł na genialny pomysł zaplanowania tygodnia po świętach z sylwestrem w Zakopcu :-) ach te Moje Kochanie! :*
i wcale na rower nie jest za zimno, min wręcz jest za ciepło :D


































