Środa, 9 marca 2011
bez szaleństw...
- DST 21.14km
- Czas 00:59
- VAVG 21.50km/h
- VMAX 33.18km/h
- Temperatura 1.0°C
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
bez żadnych przygód, z Drexem, do Centrum i do domu. albo wiatr i temperatura że się nie chciało kręcić, albo ogólne "przepedałowanie się"...
Wtorek, 8 marca 2011
przyjemne z pożytecznym again :D
- DST 51.72km
- Teren 11.00km
- Czas 02:30
- VAVG 20.69km/h
- VMAX 42.43km/h
- Temperatura 3.0°C
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
dzięki Adrianowi zły humor, wściekłość i złość minęło, ale od początku.
Wczoraj skrzypiał i trzeszczał suport, dziś od rana humor jakiś nieteges, nawet na rower z okazji dnia kobiet nie chciało mi się iść... Wspomniałam o suporcie Adrianowi na gg, więc kazał przyjechać, że zobaczy. ok! no to pojechałam. i oczywiście dziś nic nie trzeszczało, jak na złość :/ (na zlośc, bo jechałam to naprawiać a kurna objawów brak :P) i niewiele ujechałam a miałam scysję z taxówkarzem.
Opis zdarzenia:
"Jechałam ścieżką rowerową wzdłuż Górczewskiej w stronę Centrum. Przy stacji benzynowej przy Olimpii ścieżka wiedzie niefortunnie za stacją. Jechałam sobie i jechałam i właśnie na przejeździe ścieżki i wyjazdu ze stacji, stała taryfa. Facet stanął tak, że zastawił samochodem cały ten przejazd. Jadąc trąbnęłam AirZoundem i zatrzymałam się przed samochodem – środek ścieżki wypadał na wysokości drzwi kierowcy. Zanim cokolwiek zdąrzyłam powiedzieć, usłyszałam „Spierdalaj stąd”. Coś mu odpowiedziałam w tym samym tonie i słownictwie – szczerze już na tym wstępie byłam w szoku i za bardzo nie wiedziałam co się dzieje. Facet zaczął otwierać okno i wymachiwać rękami i oczywiście klnąc, próbował też wyjść z samochodu – tylko że ja akurat tam stałam i jego drzwi nadziewały się na moją oponę od roweru, jak próbował je otworzyć. Darował sobie wychodzenie i zaczął grzebać przy drzwiach pasażera i wyjął takie 30-40 cm czerwonego bejsbola! Próbował nim wymachiwać przez otwarte okno, potem próbował z nim wyjść, ale ja dalej stałam tak jak stałam, nie wiem czemu ale ręce miałam cały czas zaciśnięte na hamulcach i jak on się siłował, żeby wyjść (otwierał te drzwi i próbował mnie nimi „popchnąć”) to nic nie wskurał, bo rower stał w tym samym miejscu, w którym go zatrzymałam (jakieś 10 cm przed samochodem). Jakoś tak się stało, że w końcu uzmysłowił sobie, że się go nie boję i że próbując otworzyć te drzwi, nadziewa się na przeszkodę i że mógł chyba sobie wgnieść blachę. Wtedy skorzystałam z okazji i podjechałam pod światła i zrobiłam zdjęcia. Na szybko je robiłam, bo szczerze bałam się że zaraz znów wyskoczy z tego samochodu i podbiegnie z tym bejsbolem :/ ale on odjechał… jakieś 3-4 metry dalej pod samą stacją stał jakiś koleś na fajku i NIC nie zareagował, kompletna porażka :/"
grrr!!!!!!!!!!!
Później pojechałam do Adriana, suport sprawdził, wyczyścił, nasmarował. Dalej nie trzeszczy. Wybraliśmy się do lasku bielańskiego, lasku młocińskiego i z Wólki wracaliśmy na żoliborz. W lesie młocińskim widziane 3 sarny :-) trochę błotka, trochę śniegu, trochę błota, ale jechało mi się zajebiście! lubię błotko! na stacji przy conrada/sokratesa spotkaliśmy Leszka ;] z tamtąd pojechaliśmy na metro wilsona i się rozstaliśmy, Adrian do domu, ja do Arkadii. W Arkadii pogadałam chwilę z Drexem i ruszyłam do domu przez Centrum ;]
di end.
Wczoraj skrzypiał i trzeszczał suport, dziś od rana humor jakiś nieteges, nawet na rower z okazji dnia kobiet nie chciało mi się iść... Wspomniałam o suporcie Adrianowi na gg, więc kazał przyjechać, że zobaczy. ok! no to pojechałam. i oczywiście dziś nic nie trzeszczało, jak na złość :/ (na zlośc, bo jechałam to naprawiać a kurna objawów brak :P) i niewiele ujechałam a miałam scysję z taxówkarzem.
Opis zdarzenia:
"Jechałam ścieżką rowerową wzdłuż Górczewskiej w stronę Centrum. Przy stacji benzynowej przy Olimpii ścieżka wiedzie niefortunnie za stacją. Jechałam sobie i jechałam i właśnie na przejeździe ścieżki i wyjazdu ze stacji, stała taryfa. Facet stanął tak, że zastawił samochodem cały ten przejazd. Jadąc trąbnęłam AirZoundem i zatrzymałam się przed samochodem – środek ścieżki wypadał na wysokości drzwi kierowcy. Zanim cokolwiek zdąrzyłam powiedzieć, usłyszałam „Spierdalaj stąd”. Coś mu odpowiedziałam w tym samym tonie i słownictwie – szczerze już na tym wstępie byłam w szoku i za bardzo nie wiedziałam co się dzieje. Facet zaczął otwierać okno i wymachiwać rękami i oczywiście klnąc, próbował też wyjść z samochodu – tylko że ja akurat tam stałam i jego drzwi nadziewały się na moją oponę od roweru, jak próbował je otworzyć. Darował sobie wychodzenie i zaczął grzebać przy drzwiach pasażera i wyjął takie 30-40 cm czerwonego bejsbola! Próbował nim wymachiwać przez otwarte okno, potem próbował z nim wyjść, ale ja dalej stałam tak jak stałam, nie wiem czemu ale ręce miałam cały czas zaciśnięte na hamulcach i jak on się siłował, żeby wyjść (otwierał te drzwi i próbował mnie nimi „popchnąć”) to nic nie wskurał, bo rower stał w tym samym miejscu, w którym go zatrzymałam (jakieś 10 cm przed samochodem). Jakoś tak się stało, że w końcu uzmysłowił sobie, że się go nie boję i że próbując otworzyć te drzwi, nadziewa się na przeszkodę i że mógł chyba sobie wgnieść blachę. Wtedy skorzystałam z okazji i podjechałam pod światła i zrobiłam zdjęcia. Na szybko je robiłam, bo szczerze bałam się że zaraz znów wyskoczy z tego samochodu i podbiegnie z tym bejsbolem :/ ale on odjechał… jakieś 3-4 metry dalej pod samą stacją stał jakiś koleś na fajku i NIC nie zareagował, kompletna porażka :/"
grrr!!!!!!!!!!!
Później pojechałam do Adriana, suport sprawdził, wyczyścił, nasmarował. Dalej nie trzeszczy. Wybraliśmy się do lasku bielańskiego, lasku młocińskiego i z Wólki wracaliśmy na żoliborz. W lesie młocińskim widziane 3 sarny :-) trochę błotka, trochę śniegu, trochę błota, ale jechało mi się zajebiście! lubię błotko! na stacji przy conrada/sokratesa spotkaliśmy Leszka ;] z tamtąd pojechaliśmy na metro wilsona i się rozstaliśmy, Adrian do domu, ja do Arkadii. W Arkadii pogadałam chwilę z Drexem i ruszyłam do domu przez Centrum ;]
di end.
Poniedziałek, 7 marca 2011
przyjemne z pożytecznym!
- DST 45.87km
- Teren 1.00km
- Czas 02:16
- VAVG 20.24km/h
- VMAX 53.57km/h
- Temperatura 1.0°C
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
a miałam pojechać tylko po gazetę i odebrać kolczyki :-)
umówiłam się z Drexem, podjechaliśmy do kiosku, zakupiłam gazetę, potem pojechaliśmy na myjnię. Drex umył Biedronę i nasmarował napęd koncentratem :P
do spotkania z Martyną mieliśmy jeszcze sporo czasu, więc pojechaliśmy na Kopiec Powstania Warszawskiego. Z Kopca udaliśmy się na krótki spacer po Starówce, a ze Starówki do Arkadii. W Arkadii będą kręcić jakąś kolejną komedię romantyczną "Listy do M." i wystawili świąteczną dekorację :D Spotkanie z Martyną - kolczyki odebrane i zapłacone!!! Szatańskie Rowery!!! Z pod Arkadii pojechaliśmy na kebaba - tzn. Drex był głodny :P Potem Decathlon Reduta - Drex kupił sobie nerkę na rower ;] a stamtąd już do domu :-)
"Karnych Kutasów" wlepionych w liczbie sztuk - 6.
aaa, no i coś się złego dzieje mi się w suporcie, trzeszczy :(
umówiłam się z Drexem, podjechaliśmy do kiosku, zakupiłam gazetę, potem pojechaliśmy na myjnię. Drex umył Biedronę i nasmarował napęd koncentratem :P
do spotkania z Martyną mieliśmy jeszcze sporo czasu, więc pojechaliśmy na Kopiec Powstania Warszawskiego. Z Kopca udaliśmy się na krótki spacer po Starówce, a ze Starówki do Arkadii. W Arkadii będą kręcić jakąś kolejną komedię romantyczną "Listy do M." i wystawili świąteczną dekorację :D Spotkanie z Martyną - kolczyki odebrane i zapłacone!!! Szatańskie Rowery!!! Z pod Arkadii pojechaliśmy na kebaba - tzn. Drex był głodny :P Potem Decathlon Reduta - Drex kupił sobie nerkę na rower ;] a stamtąd już do domu :-)
"Karnych Kutasów" wlepionych w liczbie sztuk - 6.
aaa, no i coś się złego dzieje mi się w suporcie, trzeszczy :(
Zegrze!
- DST 102.67km
- Czas 04:25
- VAVG 23.25km/h
- VMAX 41.65km/h
- Temperatura 2.0°C
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
no więc zacznijmy od początku: wczoraj rzuciłam hasło: "a może Zegrze?" :-) przyjęło się bez żadnego NIE, tylko z TAK. tak więc 11:30 metro, stawili się ja, Drex, Woydzio, Oli i jeszcze jeden chłopak. ruszyliśmy, jechałoby się całkiem zajebiście, gdyby nie: wmoredwind, dziurawa nawierzchnia i milion aut na drodze na nieporęt. Nad Zegrzem przywitała mnie średnia 25,82. całkiem całkiem!!! jak na dystans 35 z czego minimum 15 pod wiatr, gdzie bez kitu momentami miałam serdecznie dość. W Zegrzu na pomoście słit focie i nie tylko słit i powrót. wracaliśmy przez marki, a skoro marki, to wstąpiliśmy do decathlonu. popatrzyliśmy - ja upatrzyłam dzwonek "I <3 my bike", Drex czerwone oponki do Biedrony :-) Oli kupił sobie kurteczkę cytrynkę. potem znów w drogę, kolega się odłączył na bankowcu, a my na żoliborz. kebab na broniewskiego/reymonta i pojechaliśmy odebrać na conrada Izę z treningu. dołączył do nas jeszcze Marcin z masy :-) Iza odebrana, dołączyła się do nas jeszcze dwójka znajomych Izy, jak się okazało, koleżanka jest znajomą moich znajomych, pozdrawiam! a "Niezła Korba" niech się weźmie za kręcenie :-) koleżanka odprowadzona do Janka, kolega tez się odłączył a my na pole mokotowskie, później prawie prościusieńko do domu :-)
momentami padałam na pysk, momentami siły się odnajdywały i w sumie gdyby nie brak czasu i inne współczynniki, można by było jeszcze naokoło do domu wracać. no ale cóż... :-) pierwsza setka i pierwsze Zegrze w tym roku zaliczone w doborowym towarzystwie!
momentami padałam na pysk, momentami siły się odnajdywały i w sumie gdyby nie brak czasu i inne współczynniki, można by było jeszcze naokoło do domu wracać. no ale cóż... :-) pierwsza setka i pierwsze Zegrze w tym roku zaliczone w doborowym towarzystwie!
Czwartek, 3 marca 2011
spalamy kalorie po pączkowym obżarrstwie!
- DST 46.74km
- Czas 02:10
- VAVG 21.57km/h
- VMAX 51.42km/h
- Temperatura -1.0°C
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
Drex, Woydzio, ja i Marcin (z masy). najpierw pojechaliśmy po bułkę dla Woydzia, później pojechaliśmy na Żoliborz - ja wręczyłam książkę memu Ukochanemu, później był zamkowy, krzyż, odprowadzenie Woydzia do domu i na mokotów! w drodze nam Marcin odpadł - nie nadążał za nami... a my z Drexem do maca pod WZtem i później przez Włochy do domu ;]
Wtorek, 1 marca 2011
a tak sobie w związku z ładną pogodą :-)
- DST 50.32km
- Teren 1.00km
- Czas 02:25
- VAVG 20.82km/h
- VMAX 44.95km/h
- Temperatura 0.0°C
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
pogoda była cudna! ciepło, słonecznie... aż się chciało kręcić! (choć mi jakoś to kręcenie nie szło dziś :P)
umówiliśmy się z Drexem, pojechaliśmy do centrum <emilki i jerozolki> - tam czekał na nas Woydzio. planu brak, więc Woydzio zarzucił, że potrzebuje coś tam kupić. więc pojechaliśmy do arkadii - tam tego nie było. pojechaliśmy przez żoliborz, bielany i bemowo do kerfura na bemowie. tam to było. godzina jeszcze wczesna, chęci były - no to na pola mokotowskie. ale nie, po co drogą prostą, skoro można pojeździć i pozwiedzać całe włochy wzdłuż i wszerz :D także po wielu km znaleźliśmy się na polach, pojeździliśmy po śniego-lodzie w bajorku i w kierunku domu. ja dokręcałam jeszcze do 5 dych :P
umówiliśmy się z Drexem, pojechaliśmy do centrum <emilki i jerozolki> - tam czekał na nas Woydzio. planu brak, więc Woydzio zarzucił, że potrzebuje coś tam kupić. więc pojechaliśmy do arkadii - tam tego nie było. pojechaliśmy przez żoliborz, bielany i bemowo do kerfura na bemowie. tam to było. godzina jeszcze wczesna, chęci były - no to na pola mokotowskie. ale nie, po co drogą prostą, skoro można pojeździć i pozwiedzać całe włochy wzdłuż i wszerz :D także po wielu km znaleźliśmy się na polach, pojeździliśmy po śniego-lodzie w bajorku i w kierunku domu. ja dokręcałam jeszcze do 5 dych :P
Poniedziałek, 28 lutego 2011
w hen daleko na azjatycki brzeg :D
- DST 50.58km
- Czas 02:24
- VAVG 21.07km/h
- VMAX 41.27km/h
- Temperatura -2.0°C
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
umówiłam się z Woydziem na kręcenie. bez celu. ja przy okazji załatwiłam małą sprawę i rzuciłam hasło: stadion! no więc azjatycki brzeg.... tam kręciliśmy, jeździliśmy po nieznanych mi terenach ;] wylądowaliśmy za fso, a stamtąd jagiellońską i mostem gdańskim na właściwą stronę wisły :D na moście mieliśmy uciechy sporo :P dziką wolą jechaliśmy w moim kierunku, na górczewka/okopowa, ja do domu, Woydzio do domu. ale mi rowerowania było mało, więc jechałam naokoło przez stare osiedle :-)
Sobota, 26 lutego 2011
szlakiem fotowarszawy :-)
- DST 35.34km
- Czas 01:49
- VAVG 19.45km/h
- VMAX 32.06km/h
- Temperatura -4.0°C
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
spotkaliśmy się z Drexem i Woydziem na małe spedalenie się - kierunek ochota i mokotów :-)
było dość chłodno i wietrznie :/
było dość chłodno i wietrznie :/
masa lutowa
- DST 37.99km
- VMAX 32.61km/h
- Temperatura -8.0°C
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
czas jazdy: 2:09
masa, kebab, "gdzie jest krzyż?!" i do domu :-)
:D
dobra, trochę o Masie. było nas 111, z czego kobietki to chyba można było na palcach obu rąk policzyć :D każde skrzyżowanie obstawione przez policję przed przyjazdem Masy. najs! no i postrach drogówki z nami jeździł :D <ta słynna alfa romeo :P co to niby mamy się jej bać na S8 :D> warto dodać, że radiowozów było bardzo dużo. Masa nie zaliczyła żadnego postoju, sam przejazd trwał chyba godzinę i siedemnaście minut. ale mimo że było cieplej niż jak jeździłam ostatnimi dniami, to marzły stopy i dłonie :(
ale i tak było spoko ;]
masa, kebab, "gdzie jest krzyż?!" i do domu :-)
:D
dobra, trochę o Masie. było nas 111, z czego kobietki to chyba można było na palcach obu rąk policzyć :D każde skrzyżowanie obstawione przez policję przed przyjazdem Masy. najs! no i postrach drogówki z nami jeździł :D <ta słynna alfa romeo :P co to niby mamy się jej bać na S8 :D> warto dodać, że radiowozów było bardzo dużo. Masa nie zaliczyła żadnego postoju, sam przejazd trwał chyba godzinę i siedemnaście minut. ale mimo że było cieplej niż jak jeździłam ostatnimi dniami, to marzły stopy i dłonie :(
ale i tak było spoko ;]
Czwartek, 24 lutego 2011
załatwianie spraw, piękna pogoda, wiele spotkań i bęc! pękła guma :(
- DST 46.94km
- Teren 15.00km
- Czas 02:50
- VAVG 16.57km/h
- VMAX 40.53km/h
- Temperatura -9.0°C
- Sprzęt Niuniek
- Aktywność Jazda na rowerze
no dobra. zaczęło się od tego, ze wczoraj był kurier z rowerowymi zabawkami, więc dziś je rozwiozłam.
1) najpierw Iza i kółka do tylnej przerzutki dla Marcina.
2) do Ewy z Jej licznikiem.
3) do banku odebrać książeczkę - i całus z R.! :*
4) wycieczka szlakiem fotowawy - polibuda, solec, .... ;-) telefon do Adriana - kierunek żoliborz! także wycieczka nad wisłą na gwiaździstą.
5) kępa potocka i tarcza dla Adriana.
6) metro plac wilsona, ja pilnuję rowerów, Adrian kupuje magazyny rowerowe :D
7) kierunek: arkadia! i wyciągam Drexa na krótkie pogaduchy ;]
8) kierunek dom, ale nie do końca. minęłam dom i pojechałam sprawdzić co wybudowali przy mojej podstawówce. obczajone i stwierdzone, że dokręcę do 5o km. także udałam się do pobliskiego parku ;] niestety musiałam gdzieś tam albo centralnie na człuchowskiej złapać gumę. jechałam z tą gumą kawałek, aż uszło całkiem. także mniej więcej od domu Drexa szłam z buta z rowerem u boku. tak - miałam zapas i narzędzia, ale szybciej było pójść do domu niż bawić się z tym na tym mrozie ;]
a guma to było krakanie. i z Izą, i z Adrianem i z Drexem się śmialiśmy, że jutro jak na masie ktoś złapie gumę, to będzie przerąbane. na tym zimnie... no i ja się śmiałam, że w taki mróz to bym wsiadła do autobusu albo poszła z buta do domu i się nie męczyła tylko na spokojnie w cieple zmieniła ogumienie ;] no i bęc, jest guma!
także jutro na masie gum nie będzie :D
btw, byłam w czasie dokręcania do 5 dych, ale peszek, nie udało się ;]
1) najpierw Iza i kółka do tylnej przerzutki dla Marcina.
2) do Ewy z Jej licznikiem.
3) do banku odebrać książeczkę - i całus z R.! :*
4) wycieczka szlakiem fotowawy - polibuda, solec, .... ;-) telefon do Adriana - kierunek żoliborz! także wycieczka nad wisłą na gwiaździstą.
5) kępa potocka i tarcza dla Adriana.
6) metro plac wilsona, ja pilnuję rowerów, Adrian kupuje magazyny rowerowe :D
7) kierunek: arkadia! i wyciągam Drexa na krótkie pogaduchy ;]
8) kierunek dom, ale nie do końca. minęłam dom i pojechałam sprawdzić co wybudowali przy mojej podstawówce. obczajone i stwierdzone, że dokręcę do 5o km. także udałam się do pobliskiego parku ;] niestety musiałam gdzieś tam albo centralnie na człuchowskiej złapać gumę. jechałam z tą gumą kawałek, aż uszło całkiem. także mniej więcej od domu Drexa szłam z buta z rowerem u boku. tak - miałam zapas i narzędzia, ale szybciej było pójść do domu niż bawić się z tym na tym mrozie ;]
a guma to było krakanie. i z Izą, i z Adrianem i z Drexem się śmialiśmy, że jutro jak na masie ktoś złapie gumę, to będzie przerąbane. na tym zimnie... no i ja się śmiałam, że w taki mróz to bym wsiadła do autobusu albo poszła z buta do domu i się nie męczyła tylko na spokojnie w cieple zmieniła ogumienie ;] no i bęc, jest guma!
także jutro na masie gum nie będzie :D
btw, byłam w czasie dokręcania do 5 dych, ale peszek, nie udało się ;]


































