Suchedniów dzień 1
- DST 88.54km
- Teren 80.00km
- Czas 06:52
- VAVG 12.89km/h
- VMAX 50.18km/h
- Temperatura 25.0°C
- Kalorie 5815kcal
- Sprzęt Groszek
- Aktywność Jazda na rowerze
WHAT HAPPENS IN SUCHEDNIÓW, STAYS IN SUCHEDNIÓW!!!
Mój pierwszy taki wyjazd z rowerem, a na dodatek od razu w ciężki, trudny, pagórkowaty teren :P
Punio załadowany prawie na maxa – 3 osobo-rowery zapakowane, czas ruszać!

Styrałam się nieźle, Groszka skatowałam, trochę popsułam (ale o tym później), siebie poobijałam, wiele błędów popełniłam, no ale mam całe życie na to, żeby się nauczyć :)
Piątkowa wieczorna podróż i opijanie nowego nabytku Asi nie opóźniła i nie przeszkodziła w porannej pobudce sobotniej ;] No ale jak to po podróży, trzeba było zjeść kolarską kolację i napić się kolarskiego, złotego trunku :D
Wieczorek zapoznawczy czas zacząć:


„Kolarska kolacja”: sos wasabi, kabanosy, delicje, kawa inka i PIWO!

A najważniejsze są…. KABANOSY!

W sobotę rano pobudka, wszama, wyglądanie za okno, gdzie zajebiście mocno świeciło słońce na zajebiście błękitnym niebie i jazda!
No i dołączył jeszcze do nas MadMark :-]
Gdzieś na szlaku, Pan Mapa <Adrian> z Panem GPS <Student> szukają gdzie jesteśmy i gdzie jest szlak :)



Piątka Wspaniałych nadciąga!

A może do góry?

A może znów do góry? :D

Las! Wszędzie las!

Piach i piach, nie lubię piachu :)

Czas na postój, banany, kanapki, batony, izotoniki i inne pierdoły…

Się spisuje się!

Błoto było wszędzie… na mapie, pod paznokciami, na nogach, na całym rowerze….


A potem znów trzeba było jechać i jechać i podjeżdżać i zjeżdżać i tak w kółko ;]

Gdzieś na szczycie….

Moja nowa miłość, no co ja poradzę :*


W końcu jakieś “widoczki” a nie wszędobylski las :D

A czy Ty byłeś/aś na końcu świata?

I takim oto sposobem wróciliśmy mocno po zmroku do domu, po ciemku, przez las zahaczając o Tesco :]
Chyba Adrianowi nie zapomnimy Jego „jeszcze pół godziny drogi do Suchedniowa” powtarzające się przez jakieś 2h jazdy :D
Wieczorem byliśmy tak zmordowani, że dość wcześnie położyliśmy się spać…
Ślad z GPSa:
Mój pierwszy taki wyjazd z rowerem, a na dodatek od razu w ciężki, trudny, pagórkowaty teren :P
Punio załadowany prawie na maxa – 3 osobo-rowery zapakowane, czas ruszać!

Styrałam się nieźle, Groszka skatowałam, trochę popsułam (ale o tym później), siebie poobijałam, wiele błędów popełniłam, no ale mam całe życie na to, żeby się nauczyć :)
Piątkowa wieczorna podróż i opijanie nowego nabytku Asi nie opóźniła i nie przeszkodziła w porannej pobudce sobotniej ;] No ale jak to po podróży, trzeba było zjeść kolarską kolację i napić się kolarskiego, złotego trunku :D
Wieczorek zapoznawczy czas zacząć:


„Kolarska kolacja”: sos wasabi, kabanosy, delicje, kawa inka i PIWO!

A najważniejsze są…. KABANOSY!

W sobotę rano pobudka, wszama, wyglądanie za okno, gdzie zajebiście mocno świeciło słońce na zajebiście błękitnym niebie i jazda!
No i dołączył jeszcze do nas MadMark :-]
Gdzieś na szlaku, Pan Mapa <Adrian> z Panem GPS <Student> szukają gdzie jesteśmy i gdzie jest szlak :)



Piątka Wspaniałych nadciąga!

A może do góry?

A może znów do góry? :D

Las! Wszędzie las!

Piach i piach, nie lubię piachu :)

Czas na postój, banany, kanapki, batony, izotoniki i inne pierdoły…

Się spisuje się!

Błoto było wszędzie… na mapie, pod paznokciami, na nogach, na całym rowerze….


A potem znów trzeba było jechać i jechać i podjeżdżać i zjeżdżać i tak w kółko ;]

Gdzieś na szczycie….

Moja nowa miłość, no co ja poradzę :*


W końcu jakieś “widoczki” a nie wszędobylski las :D

A czy Ty byłeś/aś na końcu świata?

I takim oto sposobem wróciliśmy mocno po zmroku do domu, po ciemku, przez las zahaczając o Tesco :]
Chyba Adrianowi nie zapomnimy Jego „jeszcze pół godziny drogi do Suchedniowa” powtarzające się przez jakieś 2h jazdy :D
Wieczorem byliśmy tak zmordowani, że dość wcześnie położyliśmy się spać…
Ślad z GPSa:
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj