Sobota, 11 stycznia 2014
Nocny Kampinos z przygodami :-)
- DST 51.02km
- Teren 28.00km
- Czas 03:02
- VAVG 16.82km/h
- VMAX 34.91km/h
- Temperatura 4.0°C
- Kalorie 2000kcal
- Sprzęt Groszek
- Aktywność Jazda na rowerze
Cóż to była za noc :-)
Nocny wypad w pierwszej fazie miał odbyć się w nocy z piątku na sobotę, ale pogoda była straszna, więc przełożyliśmy na następną noc. I bardzo dobrze!
Z domu jak zwykle wyszłam z opóźnieniem, ale cudem, bo z wiatrem, znalazłam się na Bielanach nawet minutkę przed czasem :-) Tam po chwili dołączył do mnie Pan Cygaro i razem czekaliśmy na spóźnionego Jarka (tu już zaczynają się przygody z opóźnieniem naszym, gdyż byliśmy umówieni o 21:30 w Palmirach z Mateuszem). Cygaro nas kawałek odprowadził, co wiązało się gadaniem i staniem, chociażby żeby się pożegnać (ciąg dalszy naszego spóźnienia).
Ruszyliśmy od metra młocin już sami. Kawałek przez ciemny fragment -bocialarka pada! ale chwila, nówki sztuki przecież włożyłam ogniw! No nic, przystanek, zmieniam ogniwo.
Jedziemy dalej.
Chwilę później to samo :-(
Już się wkurzam, że bocia się spsuła i daleko nie zajadę bez światła.
Ale na szczęście następne ogniwo dało radę.
Dzwonimy do Mateusza z pod Marcpola przy Trenów, że nie damy rady być za 10min w Palmirach :D Na szczęście Mateusz też nie :D
Śmigamy spokojnym tempem bez spiny do Sierakowa, a później do Palmir. Mateusz na szczęście nie czekał na nas długo.
Herbatka, żelki energetyczne, batonik. Patrzymy na niebo i nie możemy uwierzyć że zapowiadają deszcz, bo na niebie zero chmurki i piękne gwiazdy :-)

Muzeum Palmiry. Dlaczego ostatnio wszystkie drogi prowadzą właśnie tam? :D © annaw
Jedziemy dalej - plan - Roztoka!!!

No to gdzie jedziemy? © annaw
Ale niestety nie dojechaliśmy..... W połowie drogi między Truskawką a Roztoką Mateusz popsuł rower :-)

Upsssssssssssssss..................... taki malusieńki problemik © annaw
Urrrrrrwał przerzutkę. No to co? Odpiąć (zdjąć, urwać, cokolwiek innego - narzędzia wyciąga Jarek i Mateusz), skrócić łańcuch (rozkuwacz Jarek), spiąć spinką (tu popisuję się ja :-D). Wyciągam jeszcze gumowe rękawiczki, co by Mateusz się za bardzo nie upieprzył :D

No to co? zaczynamy działać! © annaw
Przy wyjmowaniu narzędzi Jarek zaczął wyciągać to...

Co wozi Jarek z sobą oprócz termosa z herbatą z cytryną i miodem © annaw
Mieliśmy sporo śmiechu, fanu ale i stresu, bo..... Jakimś dziwnym trafem spinki nam znikały. Dosłownie! Upadały na ścieżkę i ślad po nich ginął....
BW, Mateusz urwał w takim miejscu, gdzie na ścieżce już leżały jakieś śrubki i pozostałości po jakiejś innej naprawie roweru, buhahahahahahha :-)

1. Próba pozbycia się rozwalonej przerzutki © annaw

Się bawią chłopaki © annaw

Odkręcą tu..... odkręcą tam © annaw

Groszek dzielnie stał i czekał :P © annaw

2. O! są kombinerki i można nimi przeciąć linkę :D © annaw

3. To teraz skoro łancuch skrócony, to trzeba go spiąć © annaw

Trochę się z tą wbrew pozorom najprostszą rzeczą zeszło © annaw
JESTEŚMY PRO!!!

Ta dam! mamy singla :D © annaw
Zabawa w mechaników zajęła nam godzinę i 6 min. No trudno, rower udało się naprawić, łańcuch nie spadał, normalnie rewelacja!
Ale o Roztoce już przestaliśmy gadać, pomysł padł, Truskaw, tam asfalt, będzie można ew się rozdzielić czy coś, podjąć decyzję jak jedziemy, Bo Mateuszowi najwygodniej asfaltem by było na singlu :-)
No i niestety.... ICM miał rację (a chłopaki w Palmirach psioczyli, że ICM się psuje) - punkt 1 w nocy zaczęło kropić, a później już konkretnie padać.
No i tu aż wstyd się przyznać, ale ktoś wpadł na pomysł nocnego autobusu do Warszawy. Tak, jest Nocny w Truskawiu. Miał być za 40 min, deszcz padał, więc się rozłożyliśmy na przystanku. Jarek zrobił sobie kolację na ciepło :D

Kuchenka. Francuskie wojskowe racje żywnościowe © annaw

Po co mają moknąć? © annaw

Ciągle pada! jak widać na ICMie, punkt 1 miało zacąć lać i tak też się jednak stało :P © annaw

Piknik na przystanku © annaw
Wiem, wstyd, no ale cóż. Zimno, mokro, a z Truskawia kawał drogi do domu... Nie chciałam się rozłożyć znów, bo całą jesień miałam problem ze zdrowiem, więc wybrałam wariant z Jarkiem - busa (od busa będę miała 8km do domu w deszczu, a nie 25km z Truskawia). Mateusz dzielnie zadecydował, że wraca rowerem.... Ehhh :-) Wariat :D

Wstyd, no ale cóż zrobić? © annaw
Bus wysadził mnie na Chomiczówce, i mając pod wiatr, w deszczu, zmęczona, wracałam sobie powolutku do domciu :-)
Cała mokra i ubłocona! Tylko w butach miałam sucho :D
AAAA, wypróbowałam jeszcze wkłady ocieplające z decathlonu. Działa! Jak ruszyliśmy z Palmir po postoju, po chwili miałam skostniałe ręce i problem z hamowaniem, bo paluchy sztywne. Dopiero po jakiejś dłuższej chwili wróciły do normy. Więc po postoju z naprawą, który był dość długi, włożyłam wkłady do rękawiczek z wierzchniej strony dłoni i ..... dłonie z paluchami nie były skostniałe! W ogóle nie czułam takiego strasznego zimna!!
Rewelacja!!!!

Ocieplające wkłady © annaw
:-)
Nocny wypad w pierwszej fazie miał odbyć się w nocy z piątku na sobotę, ale pogoda była straszna, więc przełożyliśmy na następną noc. I bardzo dobrze!
Z domu jak zwykle wyszłam z opóźnieniem, ale cudem, bo z wiatrem, znalazłam się na Bielanach nawet minutkę przed czasem :-) Tam po chwili dołączył do mnie Pan Cygaro i razem czekaliśmy na spóźnionego Jarka (tu już zaczynają się przygody z opóźnieniem naszym, gdyż byliśmy umówieni o 21:30 w Palmirach z Mateuszem). Cygaro nas kawałek odprowadził, co wiązało się gadaniem i staniem, chociażby żeby się pożegnać (ciąg dalszy naszego spóźnienia).
Ruszyliśmy od metra młocin już sami. Kawałek przez ciemny fragment -bocialarka pada! ale chwila, nówki sztuki przecież włożyłam ogniw! No nic, przystanek, zmieniam ogniwo.
Jedziemy dalej.
Chwilę później to samo :-(
Już się wkurzam, że bocia się spsuła i daleko nie zajadę bez światła.
Ale na szczęście następne ogniwo dało radę.
Dzwonimy do Mateusza z pod Marcpola przy Trenów, że nie damy rady być za 10min w Palmirach :D Na szczęście Mateusz też nie :D
Śmigamy spokojnym tempem bez spiny do Sierakowa, a później do Palmir. Mateusz na szczęście nie czekał na nas długo.
Herbatka, żelki energetyczne, batonik. Patrzymy na niebo i nie możemy uwierzyć że zapowiadają deszcz, bo na niebie zero chmurki i piękne gwiazdy :-)

Muzeum Palmiry. Dlaczego ostatnio wszystkie drogi prowadzą właśnie tam? :D © annaw
Jedziemy dalej - plan - Roztoka!!!

No to gdzie jedziemy? © annaw
Ale niestety nie dojechaliśmy..... W połowie drogi między Truskawką a Roztoką Mateusz popsuł rower :-)

Upsssssssssssssss..................... taki malusieńki problemik © annaw
Urrrrrrwał przerzutkę. No to co? Odpiąć (zdjąć, urwać, cokolwiek innego - narzędzia wyciąga Jarek i Mateusz), skrócić łańcuch (rozkuwacz Jarek), spiąć spinką (tu popisuję się ja :-D). Wyciągam jeszcze gumowe rękawiczki, co by Mateusz się za bardzo nie upieprzył :D

No to co? zaczynamy działać! © annaw
Przy wyjmowaniu narzędzi Jarek zaczął wyciągać to...

Co wozi Jarek z sobą oprócz termosa z herbatą z cytryną i miodem © annaw
Mieliśmy sporo śmiechu, fanu ale i stresu, bo..... Jakimś dziwnym trafem spinki nam znikały. Dosłownie! Upadały na ścieżkę i ślad po nich ginął....
BW, Mateusz urwał w takim miejscu, gdzie na ścieżce już leżały jakieś śrubki i pozostałości po jakiejś innej naprawie roweru, buhahahahahahha :-)

1. Próba pozbycia się rozwalonej przerzutki © annaw

Się bawią chłopaki © annaw

Odkręcą tu..... odkręcą tam © annaw

Groszek dzielnie stał i czekał :P © annaw

2. O! są kombinerki i można nimi przeciąć linkę :D © annaw

3. To teraz skoro łancuch skrócony, to trzeba go spiąć © annaw

Trochę się z tą wbrew pozorom najprostszą rzeczą zeszło © annaw
JESTEŚMY PRO!!!

Ta dam! mamy singla :D © annaw
Zabawa w mechaników zajęła nam godzinę i 6 min. No trudno, rower udało się naprawić, łańcuch nie spadał, normalnie rewelacja!
Ale o Roztoce już przestaliśmy gadać, pomysł padł, Truskaw, tam asfalt, będzie można ew się rozdzielić czy coś, podjąć decyzję jak jedziemy, Bo Mateuszowi najwygodniej asfaltem by było na singlu :-)
No i niestety.... ICM miał rację (a chłopaki w Palmirach psioczyli, że ICM się psuje) - punkt 1 w nocy zaczęło kropić, a później już konkretnie padać.
No i tu aż wstyd się przyznać, ale ktoś wpadł na pomysł nocnego autobusu do Warszawy. Tak, jest Nocny w Truskawiu. Miał być za 40 min, deszcz padał, więc się rozłożyliśmy na przystanku. Jarek zrobił sobie kolację na ciepło :D

Kuchenka. Francuskie wojskowe racje żywnościowe © annaw

Po co mają moknąć? © annaw

Ciągle pada! jak widać na ICMie, punkt 1 miało zacąć lać i tak też się jednak stało :P © annaw

Piknik na przystanku © annaw
Wiem, wstyd, no ale cóż. Zimno, mokro, a z Truskawia kawał drogi do domu... Nie chciałam się rozłożyć znów, bo całą jesień miałam problem ze zdrowiem, więc wybrałam wariant z Jarkiem - busa (od busa będę miała 8km do domu w deszczu, a nie 25km z Truskawia). Mateusz dzielnie zadecydował, że wraca rowerem.... Ehhh :-) Wariat :D

Wstyd, no ale cóż zrobić? © annaw
Bus wysadził mnie na Chomiczówce, i mając pod wiatr, w deszczu, zmęczona, wracałam sobie powolutku do domciu :-)
Cała mokra i ubłocona! Tylko w butach miałam sucho :D
AAAA, wypróbowałam jeszcze wkłady ocieplające z decathlonu. Działa! Jak ruszyliśmy z Palmir po postoju, po chwili miałam skostniałe ręce i problem z hamowaniem, bo paluchy sztywne. Dopiero po jakiejś dłuższej chwili wróciły do normy. Więc po postoju z naprawą, który był dość długi, włożyłam wkłady do rękawiczek z wierzchniej strony dłoni i ..... dłonie z paluchami nie były skostniałe! W ogóle nie czułam takiego strasznego zimna!!
Rewelacja!!!!

Ocieplające wkłady © annaw
:-)
Komentarze
Wycieczka rzeczywiście "udana", ale bywa i tak w życiu. Fajne nocne fotki. A jak ta przerzutka się urwała?
yurek55 - 11:06 poniedziałek, 13 stycznia 2014 | linkuj
Życie musi nam dostarczać przygód oby tylko tych z dobrym zakończeniem :) Pozdrawiam.
spokozbyn - 11:07 niedziela, 12 stycznia 2014 | linkuj
Komentuj